Dziś wstałam dość wcześnie jak na moją nocną naturę. Ale dzięki temu spokojnie mogłam obserwować mój ulubiony kolor nieba o świcie. Jeszcze nie jasnoszary błękit, już nie granat. Kobalt? W szlafroku, z kubkiem gorącej kawy w dłoni, zapatrzyłam się w cichy spektakl poranka. Za moim oknem trzy ciemne kontury wysokich drzew kołysały się hipnotycznie, mile szumiąc nie tak małą jeszcze ilością liści. Żółte i ciepłe światło latarni mrugało spomiędzy konarów pięknie kontrastując na tle kobaltowego sklepienia. To przecież zwykłe okno w mojej sypialni i prawdziwie powszedni dzień tygodnia, a widoki niczym vangogowskie pejzaże. Ciii.. jeszcze tylko chwila, zaraz wszystko zacznie się budzić, rozbudzać, przyspieszać i pędzić.. Niech śpią jeszcze, a ja popatrzę, popodziwiam w ciszy, ja - uczestnik tego niezwykłego wernisażu..
Niestety nie posiadam zdjęcia kobaltowego nieba o świcie.. w zamian umieszczam kilka zdjęć lamp na tle nieba popołudniowego i wieczornego, równie pięknego. A przyznać trzeba, że lampy w Poznaniu mają swój urok. Te poniżej stoją przy przystanku autobusowym oraz przy moim domu, choć równie dobrze mogłyby stać w narnijskim lesie :)
Niestety nie posiadam zdjęcia kobaltowego nieba o świcie.. w zamian umieszczam kilka zdjęć lamp na tle nieba popołudniowego i wieczornego, równie pięknego. A przyznać trzeba, że lampy w Poznaniu mają swój urok. Te poniżej stoją przy przystanku autobusowym oraz przy moim domu, choć równie dobrze mogłyby stać w narnijskim lesie :)




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz