U nas śniegu nadal brak. Mróz szczypie i kandyzuje wszystko wokół. Kandyzowany świat :) Lubię srebrzysty szron poranka migoczący nieśmiało w świetle wschodzącego słońca. Ulice, chodniki i alejki, dywan liści pod stopami, żywopłoty i inne zimnolubne rośliny, bramy, płoty, dachy, wyglądają w tej srebrzystej poświacie jakoś tak królewsko i dostojnie. Wyobrażam sobie wtedy, że to sam Bóg tchnął srebrem, a ja mieszkam teraz w zaczarowanej krainie. Myślę też o niebie... Tam dopiero musi być zjawiskowo pięknie!
Poniżej moja droga do pracy. Pracuję w jednym z najpiękniejszych i najbardziej zielonych miejsc w mieście. Wszystko błyszczało kropelkami rosy pozostałymi po zaatakowanym przez promienie słońca szronie. Niestety mój skromny aparat nie umiał tego uchwycić.
Niedawno kupiłam tomik poezji Philip Levine Miasto marzeń. Wybór wierszy. (patrz tu). Spodobał mi się jego opis poranka:
"Na dworze niskie drzewa przybierają pierwsze szare kształty... Teraz słońce wstaje nad wspaniałą doliną i sady wbijają w dzień swoje płonące gałęzie.." Rysunek Flavio
Wszystkim, którzy lubią poezję polecam ten tomik. Chyba jedyny tego poety dostępny w języku polskim. Określenie P. Levine mianem "poety proletariatu" trochę mnie od niego odstraszyło. Całkiem niesłusznie, polubiłam go od pierwszego niemal wiersza. Na pożegnanie fragment o zwyczajnej prawdzie.
"Pewne rzeczy wie się całe życie. Są tak zwyczajne i prawdziwe, że trzeba je wypowiedzieć po prostu, bez miary i rymu, trzeba je położyć na stole obok solniczki, szklanki wody, gdy nieobecność światła rozkłada się w cieniach ram obrazów, muszą być nagie i osobne, muszą oznaczać tylko same siebie" Zwyczajna prawda






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz