29 lis 2014

Domostwo


Silne wiatry ostatnich dni przyniosły nam bezśnieżną, nagą zimę, która swym mroźnym tchnieniem zamienia w lodowe kryształy każdą kroplę wody. Na szczęście dziś sobota, czyli domek, szlafrok, ciepły kaloryfer, rozleniwienie. To lubię :) Przydałby się jeszcze śnieg za oknem. Czekam niecierpliwie. Domek przygotowuje się już do zimowo-świątecznej atmosfery. Na stole stoją nowo zakupione świeczniki, na kolumnie w jadalni  wisi wielka świąteczna skarpeta na prezenty i drewniane serducha Lauryn, a pokoje Małej Mi i Zoe rozświetlają lampki choinkowe. Dziś czas na moją sypialnię. Zaraz zawiśnie tu sznur drobnych lampek (lubię to światło!), przy oknie zawieszę srebrne serduszko i dwa dzwonki.

Mój domek jest osobliwy. Mieści w sobie 5 osób i psa. Lauryn, Whitney, Zoe, Mała Mi z psem i ja. Są dla mnie jak rodzina. To nasze relacje tworzą ten dom. Każdej z nas życzę jednak jej własnej spokojnej przystani z mężem i dziećmi. Póki co - jest jak jest i nie jest źle. Jest wesoło, domowo, przyjacielsko, babsko, czyli też czasami wybuchowo :) Każda tak inna, ale w swojej odmienności piękna. Nie wyobrażam sobie mieszkania samotnie. Czasami nawet 3 koty i 2 psy nie pomogą. Człowiekowi potrzebny jest człowiek. Sam Bóg powiedział przecież, że niedobrze jest człowiekowi, gdy jest sam. 

Gdy myślę o domowym klimacie przypomina mi się uroczy wiersz K.I. Gałczyńskiego Wizyta

Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny,
rozejrzyj się dokładnie po wszystkim;
to jest czajnik – prawda jaki śmieszny?
z gwizdkiem.
To mruczenie? Powiem ci w sekrecie:
jest mruczeniem kota Salomona.
A ta pani zamyślona, z kwiatami -
to moja żona.


Kiedyś będę miała dom z mężem, czajnikiem, kotem i kwiatami. Teraz mam przyjaciółki, czajnik, psa i kwiaty od czasu do czasu :) Za miesiąc moje urodziny. Życzyłabym sobie domek z wiersza.. 


Dawne domostwo na Podlasiu. Skansen.

Jest i mąż z żoną :)


 Czajniki/imbryki. Bez gwizdka. Wilno. Litwa.




Spodobał mi się ten domek, choć w środku niestety mieści się restauracja. Wilno.

Widok z okna mojego dawnego mieszkania. To w nim najczęściej podziwiałam kobaltowy świt. 

Dasza - znaleziony kotek. Przeżyła u nas piękne, choć krótkie chwile (była chora).

Nasz domowy pies. Lepszy niż 100 Salomonów :)


 

2 komentarze:

  1. Miłej soboty, Elu! U nas sobota ciepła, smakowita, gwarna i taka pląsająca trochę, bo leci Bing Crosby i inni zimowi panowie. Życzę ci spełnienia marzeń całym sercem!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję! U Was zawsze tak miło, podglądam przez bloga systematycznie ;) A sobota była rzeczywiście bardzo udana!

    OdpowiedzUsuń