Silne wiatry ostatnich dni przyniosły nam bezśnieżną, nagą zimę, która swym mroźnym tchnieniem zamienia w lodowe kryształy każdą kroplę wody. Na szczęście dziś sobota, czyli domek, szlafrok, ciepły kaloryfer, rozleniwienie. To lubię :) Przydałby się jeszcze śnieg za oknem. Czekam niecierpliwie. Domek przygotowuje się już do zimowo-świątecznej atmosfery. Na stole stoją nowo zakupione świeczniki, na kolumnie w jadalni wisi wielka świąteczna skarpeta na prezenty i drewniane serducha Lauryn, a pokoje Małej Mi i Zoe rozświetlają lampki choinkowe. Dziś czas na moją sypialnię. Zaraz zawiśnie tu sznur drobnych lampek (lubię to światło!), przy oknie zawieszę srebrne serduszko i dwa dzwonki.
Mój domek jest osobliwy. Mieści w sobie 5 osób i psa. Lauryn, Whitney, Zoe, Mała Mi z psem i ja. Są dla mnie jak rodzina. To nasze relacje tworzą ten dom. Każdej z nas życzę jednak jej własnej spokojnej przystani z mężem i dziećmi. Póki co - jest jak jest i nie jest źle. Jest wesoło, domowo, przyjacielsko, babsko, czyli też czasami wybuchowo :) Każda tak inna, ale w swojej odmienności piękna. Nie wyobrażam sobie mieszkania samotnie. Czasami nawet 3 koty i 2 psy nie pomogą. Człowiekowi potrzebny jest człowiek. Sam Bóg powiedział przecież, że niedobrze jest człowiekowi, gdy jest sam.
Gdy myślę o domowym klimacie przypomina mi się uroczy wiersz K.I. Gałczyńskiego Wizyta
Proszę, proszę, rozgość się, serdeczny,
rozejrzyj się dokładnie po wszystkim;
to jest czajnik – prawda jaki śmieszny?
z gwizdkiem.
rozejrzyj się dokładnie po wszystkim;
to jest czajnik – prawda jaki śmieszny?
z gwizdkiem.
To mruczenie? Powiem ci w sekrecie:
jest mruczeniem kota Salomona.
A ta pani zamyślona, z kwiatami -
to moja żona.
A ta pani zamyślona, z kwiatami -
to moja żona.
Kiedyś będę miała dom z mężem, czajnikiem, kotem i kwiatami. Teraz mam przyjaciółki, czajnik, psa i kwiaty od czasu do czasu :) Za miesiąc moje urodziny. Życzyłabym sobie domek z wiersza..
Dawne domostwo na Podlasiu. Skansen.
Jest i mąż z żoną :)
Czajniki/imbryki. Bez gwizdka. Wilno. Litwa.
Spodobał mi się ten domek, choć w środku niestety mieści się restauracja. Wilno.
Widok z okna mojego dawnego mieszkania. To w nim najczęściej podziwiałam kobaltowy świt.
Dasza - znaleziony kotek. Przeżyła u nas piękne, choć krótkie chwile (była chora).
Nasz domowy pies. Lepszy niż 100 Salomonów :)















