6 wrz 2014

Tam, gdzie rosną granaty







Granat to po pierwsze owoc, po drugie kolor, po trzecie minerał, po czwarte.., a po ostatnie broń. W takiej kolejności. W dobie ostatnich walk na bliskim i bliższym wschodzie kolejność bywa różna, a skojarzenia niejednoznaczne. 

Granat, całkiem niegranatowy, to mój ulubiony owoc. Wszędzie tam, gdzie moja noga stanęła, a dusza westchnęła z wrażenia, były też granaty. Chorwacja, Izrael, Cypr.. czyli kraje śródziemnomorskie i Bliski Wschód - tam, gdzie klimat suchy i gorący. 

Zatrzymam się na chwilę przy Cyprze. To kraj, w którym przebywają moi bliscy, miejsce niemalże corocznego odpoczynku, wielkiego i małego błękitu, przyjemnego szelestu twardych liści palm, cudownych małych uliczek ciągle jeszcze nieprzystosowanych do zmotoryzowanej współczesności. Ciężkie granaty (o tak!), dorodne winogrona, słodkie pomarańcze leżące to tu, to tam przy drogach, przystankach, chodnikach.. Cypr przypomina mi Izrael, taki Izrael bez religijno-politycznego balastu. W swoim rozleniwieniu i beztrosce jest jak kot wylegujący się całymi dniami na słońcu. Tak inny od naszej polskiej mentalności, przyjemnie obcy, jeden z najwłaściwszych na udane wakacje. Kraj ubrany w barwy, które kocham. Turkus, błękit, złoto, khaki, beże poprzeplatane zielenią.





Od dwóch (może trzech?) lat część września spędzałam po tej ciepłej stronie świata. Właśnie wybił kolejny wrzesień. W mojej duszy zadzwonił jakiś wewnętrzny budzik .. czas na podróż, odpoczynek, czas na Cypr. Niestety w tym roku urlop wykorzystałam dużo wcześniej. Teraz trzeba wytrwać jakoś, pocieszyć się słońcem, już nie letnim, jeszcze nie jesiennym. Teraz trzeba wsiąść na rower i pojechać polną drogą przed siebie, trzeba zadbać o ogródek szykujący się do zimowego snu (kolor liści borówki amerykańskiej właśnie nabiera cudownych barw głębokiej czerwieni). Trzeba poszukać piękna tu gdzie jestem, gdzie wszystko wydaje się znane, oswojone, przewidywalne. 

 Moje pomidory (już zjedzone)

Ogródek przed domem
 Ogródek za domem
Droga do pracy (drzewa piękne, wiekowe)

Kilka dni temu podjęłam decyzję, że polubię naszą polską złotą jesień. To pora roku, która cierpiała niezasłużenie, obwiniana przeze mnie za to, że lato odeszło. Z drugiej strony, nie zawsze bywała taka złota, jak ją określają. Jakakolwiek by nie była, postanowiłam przebaczyć i cieszyć się każdym jej przejawem. Jesień - strojna w kolory, doprawdy żadna inna (pora roku) tobie nie dorówna! Królewska purpura, krwista czerwień, złoto, heban, tycjan, wrzos. 

















A gdy zachwycające kolory przesłoni szarość ulewy, będę cieszyła się jesienią w domu, przytulnie, pod kocem. Popijając ciepłe kakao przeczytam polecaną mi przez moją ukochaną, niemalże cypryjską siostrę opowieść Lawrence'a Durrell "Gorzkie cytryny Cypru". 


Grafikę wzięłam z: http://ksiazkowodolne.blogspot.com/2011/07/gorzkie-cytryny-cypru-lawrence-durrell.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz