Jesień legalnie wtargnęła na moje podwórze. Wczoraj wieczorem zabrałam jej sprzed nosa moje roślinki doniczkowe, które stały na tarasie. Jedna za drugą z tarasu do domu powędrowały: małe drzewko oliwkowe wprost z Izraela, młode sadzonki pomidorów, aloes, żyworódka, mięta, biedaczysko dendrobium, a na końcu ciężki, grubolistny zamioculcas. I dobrze. Jesień tej nocy tchnęła przymrozkiem. Tak nas chłodnie powitała, nieładnie. O poranku po jej oziębłym oddechu pozostał tylko mieniący się w słońcu szron. Wychodząc do pracy, zamykając śpiesznie mokrą furtkę, przypomniałam sobie o postanowieniu. Nadal będę ją lubiła - jesień kolorową, zimną czy ciepłą, pochmurną czy promieniami słońca roześmianą..
I nastał wieczór, i nastał poranek - dzień pierwszy jesieni właśnie za nami.
Poniżej zdjęcia z ostatnich dni lata. Powoli ustępowało, by oddać prym kolejnej porze roku..









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz