27 paź 2015

Zawodowy snajper i ja, czyli sympatyczny powrót do domu


Nastał czas powrotu. W niedzielę wieczorem udałam się w podróż do domu. Pożegnanie z siostrą nie było smutne, mamy nadzieję spotkać się w Narnii za 2/3 tygodnie. Tak lubię. Nie lubię tej nostalgii dworcowej lub lotniskowej. Nie lubię dusić łez, że aż piecze w gardle. 

Podróż była nader udana. Miejsce niestety miałam pośrodku, nie zdążyłam na ulubione przy oknie. Po prawej młody pan Poprawny spokojnie czytał książkę zerkając raz po raz spod okularów. Niby taki młody, a taki stary... Po lewej długowłosa Młoda Dziewczyna niezmiennie wpatrywała się w ekran komórki. Z jej rozmowy telefonicznej wynikało, że chodziła na kursy strzeleckie. Na przeciwko mnie siedzieli trzej mężczyźni lat około 30-stu: pan Politolog bacznie śledzący i oznajmiający nam wyniki wyborów parlamentarnych, rosły Kierowca Wojskowy i jeszcze większy od niego - Zawodowy Snajper. Wyborowe towarzystwo :) Początek podróży był dość oszczędny w rozmowy. Czytałam Noc w Lizbonie (E. M. Remarque). Myślami byłam bardziej w Lizbonie niż w polskim pociągu. Jednak ciekawa rozmowa Zawodowego Snajpera z Młodą Dziewczyną deportowała moje myśli z powrotem do ojczyzny. Zawodowy Snajper był ciekaw strzeleckich osiągnięć koleżanki z przedziału, dzieląc się przy okazji swoimi. Jednak Młoda Dziewczyna pewniej czuła się przed ekranikiem smartfona niż w rozmowie oko w oko. Lizbona i jej noc całkiem już gdzieś uleciały. Taki sympatyczny ten Zawodowy Snajper, taki miły i rozmowny, a Młoda Dziewczyna odpowiada półsłówkami... aż żal. Kiedy burknęła coś w stylu, że nie lubi ludzi - nie wytrzymałam:

- Całkiem  sympatyczny z Ciebie gość - zagadnęłam nagle Zawodowego Snajpera

I się zaczęło... Rozmawialiśmy już do końca podróży. Do rozmowy włączył się Kierowca Wojskowy zanurzony wcześniej w stronicach Gry o tron. Raz po raz rzucał coś od siebie również pan Politolog. Gawędziliśmy o wojsku, Izraelu, wojnach, wyjazdach misyjnych. Ja byłam ciekawa wojskowych przygód, oni pytali mnie o Izrael. Zabawne, że podróż turystyczna po Izraelu wydawała im się straszniejsza niż wyprawa wojskowa do Syrii, na którą notabene obaj z chęcią by się wybrali. Snajper opowiadał o tym, że strzelanie to matematyka (już wiem, dlaczego nigdy nie trafiałam!), że musi się malować :), że kamufluje się niemal doskonale. Mówił o przekraczaniu granic - tych wewnętrznych, ucieczce przez las, 52 godzinach bez snu pod zimowym, mroźnym niebem, jedzeniu śniegu, stadzie saren gubiących ślad ... Kierowca był mniej rozmowny, najwięcej narzekał na swoją starą ciężarówkę, którą jedynie on potrafi odpalić. Ja opowiadałam o moich podróżach po Izraelu. Żołnierze słuchali zaciekawieni. Tu odkryłam, że Kierowca Wojskowy może nie ma daru rozmowności, ale posiada cenny dar wnikliwego słuchania.

Lubię ludzi (wprost przeciwnie do Młodej Dziewczyny). Lubię ich historie, ciekawe opowieści. Słuchając dwóch wojaków czułam się, jakbym czytała wciągające książki. Nikt nie pisze tak dobrze, jak życie. Noc w Lizbonie blednie wobec nocy w polskim pociągu Przemyślanin. Z całym szacunkiem do talentu pana Remarque :)

I tak poczytaliśmy siebie nawzajem. Aż do Poznania.


(zdjęcie ze strony księgarni - patrz tu)

24 paź 2015

Wnętrza


Siedzę w pociągu relacji Poznań - Gliwice. Jadę do siostry. W tym tygodniu wybrałam aż dwa dni urlopu. Co za przepych :) Jadę i myślę sobie o artykule z czasopisma Weranda. Artykuł szczodrze wypełniony pięknymi fotografiami opowiada o sołackiej kamienicy. Sołacz to tam, gdzie pracuję, dzielnia prestiżowa, z historią, wsławiona obecnoscią znamienitych person, taka arystokracja pośród mieszczaństwa Poznania. Najbardziej lubię ją za urocze wąskie uliczki obsadzone majestatycznymi akacjami pamiętającymi chyba czasy moich pradziadków. Spomiędzy akacji, za ażurowymi płotami, prześwitują zabytkowe, zazwyczaj jednorodzine kamienice. I oto jedna z nich stała się właśnie tematem tegoż artykułu. Rozpoznałam ten dom, choć autor nie podał szczegółowego adresu. Wyróżnia się szarobłękitnymi okiennicami. Obserwowałam jego przemianę z zapomnianego i zaniedbanego do zadbanego i kochanego. Aż miło na sercu.. Nigdy jednak nie widziałam jego wnętrza. Artykuł odsłonił nieco jego granatowe, taftowe zasłony. Z przyjemnością zajrzałam.. A tam..

Cuda! Piękniej i bogaciej niż w niejednym show roomie, czy we wnętrzach sklepu Almi Decor. Misternie urządzone pokoje pełne są, dosłownie pełne drogich pamiątek z różnych stron świata. Zabytkowe lustra z Toskanii to chyba mój faworyt. Ściany, podłogi, sufity opływają w luksusy. Jest aż gęsto i ciężko w powietrzu od tego przepychu, bardzo zresztą gustownego. Kto by pomyślał, zapomniana, stara kamienico, że staniesz się iście królewskim dworkiem. Tuż obok mnie..

I tu wróciłam myślami do mojej przemeblowanej sypialni. Żadnych taftowych zasłon, luster z Toskanii.. Czy mam się czuć nieszczęśliwą i pospolitą mieszczanką? Ależ ja w swoim pokoju z łazienką czuję się wręcz luksusowo. Ograniczona? Wręcz przeciwnie, światła i wolna. Uboga? Przecież stać mnie na wszystko ;)

Nie ma we mnie ani kszty żalu czy zazdrosci, gdy przeglądam strony artykułu o kamienicy - odrzuconym kopciuszku, który stał się królewną wśród budynków Sołacza. Cieszy się oko i karmi dusza pieknymi fotografiami. Może dlatego, że prawdzwie bogata czuję się od środka, bardzo wartościowa, bezcenna. Dobrze mi z tym przepychem. Za zasłonami powiek ukrywam bogate wnętrze. Szczęście, miłość, pokój i radość zdobią pokoje duszy. Przestrzeń uświetnia obecność najznakomitszej persony na świecie.. Bóg, Stworzyciel wszystkiego, Król Królów, Mistrz.

Prawdziwie bogaci stajemy się od środka. Wtedy naszego statusu nie podnoszą wnętrza art déco, ani nie umniejszają mebele z Ikei :) Nic nam nie zagraża, umiemy oddać i przyjąć, połyskiwać w świetle reflektorów lub stać w cieniu. Zawsze bezpieczni, wolni od presji opinii publicznej. Nie mam nic przeciwko posiadaniu różnych bogactw, nieruchomości, samochodów, jachtów. Przywykłam już do bogactwa, z tym zewnetrznym czułabym się równie znakomicie :) Oby tylko umieć mądrze nim zarządzać. Oby nie oddać mu swego serca.. gdyż oznaczałoby to prawdziwe bankructwo...

22 paź 2015

Wspomnienia słonecznego Cypru

Moja sypialnia przeszła metamorfozę i stała się uroczym salonikiem w dzień oraz przytulną sypialnią w nocy. Dwulicowość pozytywna. Przy okazji przemeblowania wyniosłam 3 torby śmieci - niby potrzebne, ale o istnieniu tych szparagłów nie pamiętałam już od kliku lat.. do kosza z tym! Tak to natrafiłam na mały, zakurzony i zapomniany notesik w sówki z moimi dawnymi zapiskami wyjezdnymi (dzięki Piotrek za ten prezencik!). Poniżej fragment z notesika. Wspomnienia potrafią ogrzać serce. A sercu czasami zimno się robi w takie pochmurne dni jak dziś.. Porozgrzewajmy się więc.. 

Pafos. Cypr 2013
Siedzę sobie na cypelku wybrzeża Pafos w miejscu dość ustronnym, choć wszędobylscy turyści potrafią dotrzeć i tutaj (coż, jestem jednym z nich :)). Siedzę na dużym kamieniu i moczę stópki w chłodnej wodzie Morza Środziemnego. Cudownie! Po prawej woda, woda, woda.. Po lewej statki, promy, żaglówki i jachty. Na wprost wybrzeże zabudowane mało gustownymi, niskimi budynkami, miejscami obsadzone dużo lepiej prezentującymi się palmami. Po ciepłej stronie świata bardzo mi się podoba. Glass Bottom Boat przepływa obok potęgując fale, które przyjmenie chlapią na moje bose, gorące stopy. Moje małe spa :) Pełna jest ziemia chwały Pana... Ale czy mogę zobaczyć chwałę Pana nie znając Pana? Piękno stworzenia traci na pięknie bez znajomości Stwórcy. Tak sądzę. Obok przepływa The New Real Glass Bottom Boat. Poczekam jeszcze trochę, może przepłynie The New Really Real Glass Bottom Boat :) 


Tym razem to ja byłam w Glass Bottom Boat :)


Tala. Cypr 2012
Dni urlopu szybko znikają.. Siedząc wieczorem na tarasie staram sie nacieszyć, nasycić miejscem i czasem. Przede mną w oddali uroczo migoczą światełka cypryjskich wiosek. Za nimi morze, niewidoczne w nocy, a jednak odczuwalne jak Bóg, którego nie widać, a przecież wiem, że jest. 

Tala. Rodzinka. Bóg. Ciepło. Słońce. Morze. Leżak. Palmy. Statek. Wielki błękit. Mały błękit. Odpoczynek. Taras. Spokój. Ziemia. Niebo. KOCHAM!


Koniec wspominek. Słońce nieoczekiwanie wyjrzało zza chmur przypominając, że w Polsce też istnieje :) Nawet w szare jesienne dni.

18 paź 2015

Sprostowanie

Komoda stoi! Co prawda jedna szuflada jest trochę krzywa. Nie mam już siły dociekać dlaczego. W dodatku nie wiadomo, czy zdołałabym dociec... Po prostu zamieniłam ją z najniższą szufladą, tam najmniej widać :)

Sprostowanie dotyczy kolegi. Faceci to jednak są bardzo zadaniowi, ale wyobraźni za grosz, nie wspominając już o umiejętności domyślania się! Kobieto, ale czego ty oczekiwałaś? Kolega bardzo sprawnie przykręcił problematyczną, znienawidzoną śrubę i... sobie poszedł. Haha! Komodo znów  jesteśmy sam na sam! Oby nie do 1:00 w nocy! Na szczęście kolega zostawił czarną skrzynkę z różnego rodzaju śrubokrętami i prawdziwy młotek. Chyba nie wspominałam, że dotyczas moim młotkiem był tłuczek do mięsa? Nie dziw, że szuflada krzywa :) Wiadomo, prawdziwy młotek w życiu kobiety to czysty rarytas!

Podsumowując i sprostowując.. Nie jestem pewna, czy faceci są aż tak bardzo potrzebni... Wybaczcie faceci, ale jakoś dziś się nie popisaliście. Za to na pewno potrzebne bywają wasze czarne skrzynki! Daleko mi do feminizmu, jednak niestety taka konkluzja mnie dopadła...






17 paź 2015

Ciskająca śrubokrętami

Piąteczek!  Przyszłam z pracy udając się niezwłocznie i nieodwołalnie w upragnionym kierunku... Cel - łóżko! Zmęczonam, właściwie wykończonam.. Brak długiego, solidnego urlopu letniego daje się we znaki. Jakie znaki? Różne znaki, nie tylko przekrwione z niedospania oczy, ale np. częste mylenie dni tygodnia, siedzenie całymi godzinami nad prostym zadaniem, inwersje czasowe (to już było, jest, czy będzie?)... Wczoraj dobiłam się jeszcze skrecaniem komody. Wszystko przebiegłoby według planu, gdyby nie jedna śrubka. Dlaczego  nie mogę tego przykręcić? Co, ja nie mogę? Choćbym miała całą noc to przykręcać! No i poszłam spać przed 1:00 w nocy. Komoda, a tak właściwie to trzy skręcone deski, leżą samotnie na podłodze. Niech się cieszą, że w szale rozpaczy i wściekłości nie rozwaliłam je niczym karate mistrz! Śrubokręty też uszły z życiem, zdrowy rozsądek przystopował mnie przed ciśnięciem nimi o ścianę. Taaak. Wszyscy cali na szczęście :) Jutro kolejne podejście.. Tym razem z kolegą. A jednak potrzebni Ci faceci!

A jesień dojrzewa. Dziś był dzień z tych najbardziej szaro-deszczowych. Byłam zaskoczona wyglądając przez okno w moim biurze (przypominam, że pracuję w jednej z najpiękniejszych, najstarszych i najzieleńszych dzielni w moim mieście). Właśnie ta szarość mnie oczarowała. Pięknie rozkładała się na horyzoncie drzew. Jak mgła, jak tajemnica, jak sen.

 Oprócz szarości zaskoczyło mnie dziś dziwne pragnie, aby zdjąć rękawiczki i dotknąć kory drzew. Nie wiem, może to też "znaki zmęczenia"? Nie jestem z tych przytulających się do drzew, ale dziś pomyślałam, że może rzeczywiście coś w tym jest... Ciekawa jestem, co myśleli ludzie na przystanku autobusowym widząc mnie głaszczącą pnie? Jesienią częściej ludziom odbija. :) Na szczęście przystanek jest przy Uniwersytecie Przyrodniczym, może chociaż ci bystrzejsi uznali mnie za nadgorliwą studentkę :) 


Jesień zaskakuje.


Widok z okna podobny do dzisiejszego


Ulica deszczowa
Pragnienie :)




Jesień dojrzewająca








8 paź 2015

Singielka Elka i przepis na szczęście nawet w deszczową pogodę życia


Singielka ma na imię Elka, jest sama od dawna, nosi szlafrok w grochy i lubi pisać. Cóż za podobieństwo! Nie zgadzają się tylko grochy - moje są czarne, a jej szare :) "Singielka" to nowy serial, który oglądamy domowym, żeńskim team'em. Jest zabawa! Za nami pierwsze trzy odcinki. Ciekawe, czy serial prawdę mi powie.. :)

Poza tym napływa do nas suche powietrze arktyczne. Czyli słonecznie, ale zarazem okrutnie zimno. Idąc rano do pracy czułam jego chłodny oddech na plecach. Rękawiczki, szaliku i czapko wracajcie z ukrycia! Znowu was kocham! 

Przez okno miło popatrzeć, wyjrzeć już niekoniecznie. W ogródku przed domem ostatnie kiście winogron wabią wielkopolskie ptactwo niebieskie. Jest wesoło. Asia jednego ptaszka nazwała "Orka", bo biało-czarny jak orka w bajce. Pewnie jakaś sroka. Orka często nas odwiedza. Rozsmakowała się w naszych winogronach i resztkach aronii. 

Robi się kolorowo. Liście borówki płoną coraz intensywniej. Czerwoniutka jarzębina zagląda do nas z podwórka sąsiadów wyciągając przez płot swoje najdłuższe gałęzie. Mała mirabelka sypie żółłtym liściem, a przed domem bordowieje berberys. Kwiaty w donicy niestrudzenie otwierają coraz to nowe bladoróżowe pąki. Jestem im za to niezmernie wdzięczna. Trzeba się ponacieszać widokami. Za kilka dni przyjdą chmury i płaszcz deszczu przesłoni szarością całą ostrość kolorów. Ale wtedy będę siedziała w moim przytulnym, przemeblowanym pokoju i oglądała Singielkę.. lub coś czytała. Kota tylko brakuje do tego domowego obrazka.. Salomonie, gdzie jesteś? 
[Salomon - kot z wiersz K.I. Gałczyńskiego Wizyta i z mojej przyszłości :)]

Każdy sezon (czy to kalendarzowy, czy życiowy) ma swoje uroki.. należy jedynie umiejętnie pomiędzy nimi manewrować. Oto i przepis na szczęście. Odwracając wzrok od tego co brzydkie i złowrogie, szukajmy piękna i tego, który jest jego źródłem. 




Szukajcie Pana, dopóki można go znaleźć, wzywajcie go, dopóki jest blisko! 

Dokładnie tak jak wołał prorok Izajasz (55;6). W każdym sezonie Bóg ukrył coś pięknego. Odkrywając to, poznajemy Go bardziej. Jestem permanentnie zachwycona sercem niebiańskiego Taty!