Nastał czas powrotu. W niedzielę wieczorem udałam się w podróż do domu. Pożegnanie z siostrą nie było smutne, mamy nadzieję spotkać się w Narnii za 2/3 tygodnie. Tak lubię. Nie lubię tej nostalgii dworcowej lub lotniskowej. Nie lubię dusić łez, że aż piecze w gardle.
Podróż była nader udana. Miejsce niestety miałam pośrodku, nie zdążyłam na ulubione przy oknie. Po prawej młody pan Poprawny spokojnie czytał książkę zerkając raz po raz spod okularów. Niby taki młody, a taki stary... Po lewej długowłosa Młoda Dziewczyna niezmiennie wpatrywała się w ekran komórki. Z jej rozmowy telefonicznej wynikało, że chodziła na kursy strzeleckie. Na przeciwko mnie siedzieli trzej mężczyźni lat około 30-stu: pan Politolog bacznie śledzący i oznajmiający nam wyniki wyborów parlamentarnych, rosły Kierowca Wojskowy i jeszcze większy od niego - Zawodowy Snajper. Wyborowe towarzystwo :) Początek podróży był dość oszczędny w rozmowy. Czytałam Noc w Lizbonie (E. M. Remarque). Myślami byłam bardziej w Lizbonie niż w polskim pociągu. Jednak ciekawa rozmowa Zawodowego Snajpera z Młodą Dziewczyną deportowała moje myśli z powrotem do ojczyzny. Zawodowy Snajper był ciekaw strzeleckich osiągnięć koleżanki z przedziału, dzieląc się przy okazji swoimi. Jednak Młoda Dziewczyna pewniej czuła się przed ekranikiem smartfona niż w rozmowie oko w oko. Lizbona i jej noc całkiem już gdzieś uleciały. Taki sympatyczny ten Zawodowy Snajper, taki miły i rozmowny, a Młoda Dziewczyna odpowiada półsłówkami... aż żal. Kiedy burknęła coś w stylu, że nie lubi ludzi - nie wytrzymałam:
- Całkiem sympatyczny z Ciebie gość - zagadnęłam nagle Zawodowego Snajpera
I się zaczęło... Rozmawialiśmy już do końca podróży. Do rozmowy włączył się Kierowca Wojskowy zanurzony wcześniej w stronicach Gry o tron. Raz po raz rzucał coś od siebie również pan Politolog. Gawędziliśmy o wojsku, Izraelu, wojnach, wyjazdach misyjnych. Ja byłam ciekawa wojskowych przygód, oni pytali mnie o Izrael. Zabawne, że podróż turystyczna po Izraelu wydawała im się straszniejsza niż wyprawa wojskowa do Syrii, na którą notabene obaj z chęcią by się wybrali. Snajper opowiadał o tym, że strzelanie to matematyka (już wiem, dlaczego nigdy nie trafiałam!), że musi się malować :), że kamufluje się niemal doskonale. Mówił o przekraczaniu granic - tych wewnętrznych, ucieczce przez las, 52 godzinach bez snu pod zimowym, mroźnym niebem, jedzeniu śniegu, stadzie saren gubiących ślad ... Kierowca był mniej rozmowny, najwięcej narzekał na swoją starą ciężarówkę, którą jedynie on potrafi odpalić. Ja opowiadałam o moich podróżach po Izraelu. Żołnierze słuchali zaciekawieni. Tu odkryłam, że Kierowca Wojskowy może nie ma daru rozmowności, ale posiada cenny dar wnikliwego słuchania.
Lubię ludzi (wprost przeciwnie do Młodej Dziewczyny). Lubię ich historie, ciekawe opowieści. Słuchając dwóch wojaków czułam się, jakbym czytała wciągające książki. Nikt nie pisze tak dobrze, jak życie. Noc w Lizbonie blednie wobec nocy w polskim pociągu Przemyślanin. Z całym szacunkiem do talentu pana Remarque :)
I tak poczytaliśmy siebie nawzajem. Aż do Poznania.








