To są te dni, kiedy robi mi się smutno. Drzewa rozbierają się do zimowej, nie tak krótkiej drzemki. Liście spadają na potęgę jak wielki, złoty śnieg. Aż szkoda je deptać. Słońce oddala się, zabierając ze sobą długie dni, ciepło i witaminę D. W pogoni za słońcem niebem suną klucze ptaków. Żegnam się z nimi wzrokiem i myślę, że też bym chętnie pofrunęła za słońcem i jego złotym światłem. Powoli odchodzi paleta ciepłych barw, robiąc miejsce tym chłodnym. Idąc tak czerwonym dywanem liści, z odgłosem odlatujących ptaków nad głową, zanuciłam piosenkę o pożegnaniu.
"Just because everything's changing doesn't mean it's never been this way before.
You'll come back when it's over. No need to say goodbye"
You'll come back when it's over. No need to say goodbye"
Tak, nastała pora pożegnań, odlotów, odejść, bezszelestności i bezświergotu. Gwar codzienności przenosi się z ulic do ciepłych domów i urokliwych kawiarni, przytula do kominków, unosi się w atmosferze rozmów przy gorącej herbacie i szarlotce. Wszystko ma swój czas i porę, swoje odejścia i powroty, oczarowania i rozczarowania. Zegar wybija godzinę coraz późniejszej jesieni. Jednak, gdy wskazówka zatoczy koło - to co mija znowu będzie. Jak śpiewa Regina Spektor w "The Call" ...
"Wrócisz, kiedy to się skończy. Nie trzeba się żegnać."
Zostawiam Was z tą piosenką. Jest piękna. Niech się Wam nuci w te chłodne, jesienne dni i ogrzewa od środka :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz