Pewnego razu, wieczorem przy herbatce, w przytulnym mieszkanku Rusałki narodził się ciekawy pomysł. Pomysł na biznes, biznesik kobiecy, tak na próbę, na początek. Trzy startujące bizneswoman i fotografka! Nazwa tegoż biznesu to wedding plannerki, a w naszym ojczystym języku po prostu konsultantki ślubne. To zawód rodem z USA, cieszący się ostatnio sporym zainteresowaniem, a przybliżony nam przez kilka romantycznych komedii (również wprost z Zachodu, a skądinąd). Zainteresowana tematem przeglądałam różne strony internetowe opisujące kim w rzeczywistości jest ta/ten wedding planner. Natknęłam się na sporo ciekawych opisów..
Przewodnik po krainie weselnych rozterek.
Organizator ślubów jak z bajki.
Pomoże zrealizować największe marzenia.
Sprawi, że poczujecie się szczególni.
Potrafi przewidywać problemy i je eliminować.
Poprowadzi Młodą Parę przez gąszcz przygotowań ślubnych, który dla większości Par jest gąszczem nieznanym.
Organizator ślubów jak z bajki.
Pomoże zrealizować największe marzenia.
Sprawi, że poczujecie się szczególni.
Potrafi przewidywać problemy i je eliminować.
Poprowadzi Młodą Parę przez gąszcz przygotowań ślubnych, który dla większości Par jest gąszczem nieznanym.
Określenie "gąszcz nieznany" szczególnie przypadło mi do gustu :) Wyobraźnia podsunęła mi obraz karczownika przemierzającego nieprzebyte gęstwiny dzikiej dżungli, siłującego się z otaczającymi go lianami i ciernistymi krzewami... Czy przebrniemy?!
Na pierwszy ogień wybrałyśmy ślub znajomych. Nie rzuciłyśmy się tak od razu w ten "gąszcz nieznany". Zajęłyśmy się jedynie dekorowaniem sali ślubnej (a nie był to kościół). Spodobało mi się to wspólne planowanie, wyprawy o świcie na giełdy kwiatowe, wybieranie kwiatów i dekoracji... Przy okazji zakupiłam sobie cudne szklane pucharki w stylu vintage :)
Dekoracja wyszła nam naprawdę ładnie. Sala ślubna była sama w sobie bardzo ozdobna (cały budynek jest zjawiskowy - patrz tu) . Ściany okalały przeróżne płaskorzeźby, w każdym kącie "wyrastało" jakieś rzeźbione drzewo, na lewo od wejścia stała wtulona w ścianę potężna menora, zaś na prawo pomiędzy oknami wisiały ogromne podświetlane, rzeźbione dzbany. Żeby tego było mało, nad naszymi głowami zamiast zwykłego sufitu było coś na kształt podwieszanego sklepienia niebieskiego. Dekoracja ślubna nie mogła być nazbyt pstra, ale wpasowana w tę niecodzienną scenerię. Uważam, że dałyśmy radę :)
Ślub był piękny, a para młoda urocza :) Calineczka i Książę elfów uśmiechnięci i skupieni siedzieli pod udekorowaną przez nas kwiecistą pergolą. W powietrzu unosiło się podekscytowanie, wyczekiwanie i miłość oczywiście. Przewieszone przez pergolę kryształowe serduszka migotały w świetle słońca jak małe świetliki.
Fot. Krzysztof Czechowski
Na pierwszy ogień wybrałyśmy ślub znajomych. Nie rzuciłyśmy się tak od razu w ten "gąszcz nieznany". Zajęłyśmy się jedynie dekorowaniem sali ślubnej (a nie był to kościół). Spodobało mi się to wspólne planowanie, wyprawy o świcie na giełdy kwiatowe, wybieranie kwiatów i dekoracji... Przy okazji zakupiłam sobie cudne szklane pucharki w stylu vintage :)
Dekoracja wyszła nam naprawdę ładnie. Sala ślubna była sama w sobie bardzo ozdobna (cały budynek jest zjawiskowy - patrz tu) . Ściany okalały przeróżne płaskorzeźby, w każdym kącie "wyrastało" jakieś rzeźbione drzewo, na lewo od wejścia stała wtulona w ścianę potężna menora, zaś na prawo pomiędzy oknami wisiały ogromne podświetlane, rzeźbione dzbany. Żeby tego było mało, nad naszymi głowami zamiast zwykłego sufitu było coś na kształt podwieszanego sklepienia niebieskiego. Dekoracja ślubna nie mogła być nazbyt pstra, ale wpasowana w tę niecodzienną scenerię. Uważam, że dałyśmy radę :)
Ślub był piękny, a para młoda urocza :) Calineczka i Książę elfów uśmiechnięci i skupieni siedzieli pod udekorowaną przez nas kwiecistą pergolą. W powietrzu unosiło się podekscytowanie, wyczekiwanie i miłość oczywiście. Przewieszone przez pergolę kryształowe serduszka migotały w świetle słońca jak małe świetliki.
Fot. Krzysztof Czechowski




















