17 maj 2016

Przesiedlenie


Przesiedlam się. Chciałoby się powiedzieć "na swoje", ale nie na swoje niestety. Na razie na czyjeś, ale to "czyjeś" będzie w pewnym sensie przez jakiś czas moje. Nadeszła wiekopomna chwila.. i po raz pierwszy w życiu będę mieszkała sama. Nie wiem, czy zaprzyjaźnię się z tą lokatorską samotnością.. Podejrzewam, że roznieci we mnie zapał gościnności, którego nie zaznawałam mieszkając przez wiele lat pod jednych dachem z ludźmi różnej narodowości, płci, wieku i osobowości. 

Kiedyś przeprowadziłam małe kalkulacje i naliczyłam, że od czasu studiów mieszkałam z ponad 40 osobami! Niech mi nikt nie zarzuca braku gościnności, uprzejmie proszę.. Moja ekastrawertyczno-introwertyczna osobowość była całkowicie zaspokojona przyjaźniami, które miały miejsce w domu... Rozmowami w pokojach, wspólnym pichceniem w kuchni, sporami w kolejce do łazienki, ciszami na tarasie, hałasami w salonie, rozważaniami wieczorową porą przy lampce wina w jadalni, czy też wspólnym, "laptopowym" kinem domowym itd. itp. Do tego dochodziły imprezy, na których nie może Cię nie być, bo są w twoim domu oraz goście, których nie możesz nie zauważyć, przecież stoją u drzwi twego pokoju. Zawsze podziwiałam ludzi, którzy tak wspaniale umieją sobie wszystko zaplanować. Uwierzcie, w domu pełnym ludzi (rekord to 12 współlokatorek na raz!) trudno jest trzymać się sztywno wszystkich powziętych planów. A już szczególnie trudno, gdy cechuje nas skłonność do wiecznej spontaniczności. Może teraz, w mojej-niemojej kawalerce jakoś się w sobie zawezmę i nauczę się lepiej planować to moje singielskie życie :) 

Relacji ciąg dalszy nastąpi..


2 komentarze:

  1. Tulę! Wspieram duchowo i pisz jak tam będzie juz u siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oooo dziękuję! <3 Będę pisała na pewno :)

    OdpowiedzUsuń