W gardle siedzi jeż i kłuje. Na głowie noszę dziesięciokilogramową czapę niewidkę. A po ciele biegają mrówki i drżę. Oto skutki jesieni, co zdecydować się nie może, czy jest ciepła, czy zimna. Nie nadążamy za nią. Ja i miasto niemal całe nie nadążamy.. W autobusie po prawej kichają, po lewej smarkają. Biuro wyludnione. Jęczy mi dusza i ciało, że chcą pod koc i spać, spać, tylko spać.. ewentualnie wypić gorącą herbatkę z rumem i miodem. A tu praca wzywa, zastępuję już jedną osobę, nie ma zastępstwa dla mnie :( Odwołane moje popołudniowe plany. Oby do piątku...
Na pocieszenie aranżuję w myślach mój pokój. Metamorfozy mojej sypialni coraz bliższe, nie mogę się doczekać...
Na pocieszenie posłucham muzyki lub głuchej ciszy - przyjemnej, gdy ciało potrzebuje spokoju.
Na pocieszenie spojrzę z nostalgią za okno. Leszczyna i brzoza przed moim oknem pięknie tańczą w blasku zachodzącego słońca.
Na pocieszenie poczytam książkę pomiędzy spaniem a spaniem. Koniecznie powieść lub jakaś historia, np. historia biżuterii, co leży już na łóżku.. Tylko nie poradniki i inne "5 kroków do"! Strasznie mnie ostatnio nużą..
Na pocieszenie obejrzę po raz kilkudziesiąty Anię z Zielonego Wzgórza. Ona nigdy mi się chyba nie znudzi, a zawsze podniesie na duchu.
Na pocieszenie pośnię sobie spokojnie i lekko.
Ach..
Na jeszcze jedno pocieszenie zamieszczam zdjęcia lata. Już się pakowało do ucieczki, ale zdążyło obdarować nas ostatnimi, gorącymi weekendami sierpnia.Więcej w zakładce INSPIRA.
