30 sie 2022

Bo nie lubię smutnych zakończeń...

Dziś w pracy jakimś cudem przypomniałam sobie o moim stary, dobrym blogu. Witaj mój drogi, czy mogę znowu tu wpaść? Nie zostawię cię tak z tym ostatnim, smutnym tekstem z 2020 roku. Pięknym i smutnym do głębi. I to takiej głębi, jak ciemne morze na załączonym do niego zdjęciu. Co ciekawe, nawet nie pamiętałam, że coś takiego wyszło spod mojego pióra... a raczej klawiaturki. Trudne, ale bardzo prawdziwe w tamtym czasie. Cóż, sezony...

Minęły 2 lata. Nie pochłania mnie już ta otchłań smutku, samotności i wewnętrznej rozpaczy. Dzisiaj siedzę na balkonie, otoczona kwiatami, bluszczem, drzewkiem, tują i krzewem. Pewne rzeczy się po prostu nie zmieniają, pomimo sezonów i procesów wszelkich. :) Za drzwiami balkonowymi jest moje urocze mieszkanko. Nadal wynajmowane, ale chrzanić te moje-niemoje. Ja płacę, ja jestem na umowie, ja tu teraz mieszkam ze swym roślinnym dobytkiem. Na teraz moje i basta. :) 

Kuchnio-salon to biel, szarości, trochę czerni, przełamane bujną zielenią i kolorem miodowym (tudzież złoto-bursztynowym). Sypialnia jest skąpana w bieli z granatowymi zasłonami i poduszkami. Została łazienka i przedpokój, o których wystarczy powiedzieć, że również gustowne. Naprawdę dobrze mi tu. Dusza i ciało odpoczywa. Znowu mam moją Spokojną Przystań. Co prawda mocno podryfowała z Wielkopolski na północ. 

Dziś mamy chłodny wieczór ostatnich tygodni lata. Siedzę na balkonie i znowu tu piszę. Pomiędzy liśćmi roślin, za szklaną barierką balkonu połyskuje woda w porcie handlowym. Światło lamp pięknie się w niej odbija. Dzieli mnie od niej może 200 - 300 m. Czasami widzę przepływające statki.  Bardzo lubię ich sygnały dźwiękowe, niskie, niegłośne, przyjemne basy. Przypominają mi o tym, że mieszkam nad morzem i że to morze jest ciągle tuż obok.

Jest dobrze, nawet bardzo. Wróciłam do wdzięczności. Nawiązały się nowe przyjaźnie, chyba w końcu na nowo zapuściłam korzenie. Ale już nie chcę się przeprowadzać. Chyba że do Narnii lub do Poznania. Polubiłam Gdynię, a morze już nie kojarzy mi się z samotnością. Elka to nadal singielka, ale zdecydowała, że będzie szczęśliwa. Pomógł jej sen. Tak, sen. 

Wpadając ponownie do otchłani goryczy, jak Alicja do króliczej nory, pewnej nocy przyśniłam się sama sobie. Stałam na łące pełnej wysokich kwiatów i pomyślałam...

... A gdyby tak postanowić, że będę szczęśliwa? Czy można sobie tak postanowić? 

Wtedy w tym śnie zrozumiałam, że to zależy tylko ode mnie. I przyszła wolność połączona z wielką radością. Postanowiłam, że będę szczęśliwa. I już! Po prostu. Zwyczajnie. Pobiegłam w tej radości przed siebie przez tę łąkę, wesoła jak dawno nie byłam. 

Obudziłam się ze snu z tym pięknym uczuciem. I choć w łóżku, a nie pośród kwiatów, postanowiłam, że będę szczęśliwa. Stać mnie na szczęście. Bo ono wcale nie zależy od tego, co się ma, ale tego, kim się jest!

I tym moim przełomowym odkryciem zakończę dzisiejszy post. W postanowieniu trwam już długi czas. Staram się nie wchodzić na ścieżki samotności, bo one wszystkie prowadzą do nory Białego Królika i krainy czarów, ale takich, o których nie czyta się dzieciom na dobranoc. 

Czuję, że niedługo znowu wrócę na seledynowe pola. :)