- Dzień dobry - powiedział lis.
- Dzień dobry - odpowiedział grzecznie Mały Książę i obejrzał się, ale nic nie dostrzegł. [...]
- Ktoś ty? - spytał Mały Książę. - Jesteś bardzo ładny...
- Jestem lisem - odpowiedział lis.
- Chodź pobawić się ze mną - zaproponował Mały Książę. - Jestem taki smutny...
- Nie mogę bawić się z tobą - odparł lis. - Nie jestem oswojony.
- Ach, przepraszam - powiedział Mały Książę. Lecz po namyśle dorzucił: - Co znaczy "oswojony"? [...]
- Jest to pojęcie zupełnie zapomniane - powiedział lis. - "Oswoić" znaczy "stworzyć więzy".
- Dzień dobry - odpowiedział grzecznie Mały Książę i obejrzał się, ale nic nie dostrzegł. [...]
- Ktoś ty? - spytał Mały Książę. - Jesteś bardzo ładny...
- Jestem lisem - odpowiedział lis.
- Chodź pobawić się ze mną - zaproponował Mały Książę. - Jestem taki smutny...
- Nie mogę bawić się z tobą - odparł lis. - Nie jestem oswojony.
- Ach, przepraszam - powiedział Mały Książę. Lecz po namyśle dorzucił: - Co znaczy "oswojony"? [...]
- Jest to pojęcie zupełnie zapomniane - powiedział lis. - "Oswoić" znaczy "stworzyć więzy".
Antoine de Saint-Exupery'ego "Mały Książę"
Tak więc tworzą się więzy.. przywiązanie, które nie zniewala, ale "zakotwicza duszę" (jak pięknię ujęła to Kalina). Ściany odmalowane, meble przewiezione i wyszorowane, wykładzina "wykarcherowana", rzeczy rozłożone. Pierwsza noc na nowym. Już wiem, że w weekendy, jeśli planuję się wyspać, muszę zamykać okno przy łóżku. Od rana ktoś/coś szczeka, miauczy, burczy lub płacze pod blokiem. Pierwsza poranna kawa przy kuchennym stoliku. Pierwsze pranie we własnej (!) pralce. Pierwsza kąpiel w wannie.. Nie pamiętam kiedy ostatnio miałam wannę i mogłam sobie na to pozwolić! Obłożona maseczką relaksowałam się kąpielą czytając nowo zakupioną książkę. Rozkosz! Mieszkanie coraz bardziej pachnie mną. Pozbywam się wszelkiej obcości, pozostałości po poprzednich lokatorach. Oswajam każdy kąt i zakamarek. Mięta (dzięki Piotrek!) na stoliku uparcie wyciąga się do okien, ale tam nie ma już dla niej miejsca. Z ledwością pomieściłam moje kawiatki na wszystkich parapetach tudzież szafkach. Salonowe (raczej salonikowe), duże okno oraz szafkę zajęły dumne i stateczne storczyki, oliwka, zamioculcas i dwie draceny. W jadalni szeregiem stoją te mniejsze i młodsze..kaktusy od Małej Mi, grubosz, dwa pieniążki (zwane przeze mnie żabkami), aloes, grudnik, przecudnie bujne pnącze o nieznanej mi nazwie oraz gęsta żyworódka. Pomiędzy nimi upchnęły się jeszcze dwie ozdobne świece i świecznik menora. Gęsto, ale parapety żyją i kwitną rekompensując mi tym brak ogrodu, a nawet balkonu.. buuu :( Tego mi brakuje najbardziej! Muszę coś wymyślić..
Poza tym jest dobrze. Lubię wracać do domu. Po pracowitym dniu zmierzam do mojej spokojnej przystani. Mieszkanie jest ciepłe, jasne, pólnocno-wschodnie. Promienie słońca zaczepiają mnie o poranku, łaskoczą wytrwale i delikatnie moje powieki, aż się otworzą. Budzą lepiej niż najbardziej brzęczący budzik. Pierwszą pobudkę mam około 5 nad ranem. Rolety na oknach były stare i brzydkie, więc je zdjęłam i schowałam w piwnicy. Okna pozostały chwilowo całkiem nagie. W pokoju jest tak jasno i radośnie, że budzę się z zabawną myślą, że to wakacje, że weekend. I nawet nie jest mi tak bardzo przykro, kiedy w końcu myśli przytomnieją i wraca pamięć, że to jenak do pracy iść muszę.. Mogę się jeszcze powylegiwać.. mogę poczytać lub posiedzieć z kawą przy oknie.
Czerwcu, cieszę się, że to właśnie z tobą się przeprowadziłam! Umilasz i ocieplasz mi te zmiany swoim czerwcowym słońcem i długimi, jasnymi dniami.