Powracam. Nie tylko do pisania na blogu, ale dosłownie, w tym właśnie momencie powracam do domu na Wielkopolskę z domu na Podlasiu. Jadę tym razem przez Pojezierze Mazurskie pociągiem trzeszczącym w szwach od mnogości ludzi. Cieszę się z siedzącego miejsca (i to przy oknie!), w tych okolicznościach to istny luksus. Trasa dłuższa, z przesiadką w Olsztynie, ale niewygodę całkowicie rekompensują mi widoki za oknem.
Rozanielam się i całkiem luzem puszczam wodze wyobraźni :) Przede mną rozległe, pofałdowane pola niczym bujane wiatrem jaskrawozielone morze. Fale pagórków wciąż na nowo wznoszą się i opadają, ukazując wtedy to młody lasek, to polną, piaszczystą drogę, a nawet jeziora, pięknie skrzące się w świetle zachodzącego słońca. Zielone morze wiernie towarzyszy mi w tej kolejowej podróży. Zaraz za błękitnookimi jeziorami najbardziej lubię wolnostojące domki, wyłaniające się czasami tu i tam. Domki z gospodarstwem lub tylko okolone drzewami, czasem całkiem samotnie nagie, jak zagubione dalekie okręty lub kutry rybackie odmalowane na jakieś wiejskie, "zdrowe" kolory. Lubię wyobrażać sobie, że mieszkam w takim domu, tam musi być pięknie niezależnie od pogody i pory roku! O! Za oknem znowu jezioro, dojeżdżamy do Olsztyna.
Dzieciństwo nad wiejską rzeką wygrawerowało chyba na mojej duszy wieczną miłość do wody. Jednym z moich dziecięcych marzeń, które do dziś pamiętam, było pójście do nieba.. Ale powód nie był aż tak znowu święty .. Babcia powiedziała mi kiedyś, że w niebie się już nie umiera. Upewniając się, że nie umiera się nawet przez utopienie, zaczęłam marzyć o moim pobycie w niebie. Miałam zamiar chodzić tam całymi dniami po dnie rzeki. Ukryta pod wodą, planowałam przemierzać podwodną krainę, przywitać się z rakami, rybami, zobaczyć ich kryjówki.. chodzić tak sobie (na stojąco!) jakbym była jedną z nich.. całkiem nie zważając na brak tlenu. Ot, takie plany na niebiańskie życie.. ;) Nadal wierzę, że się kiedyś spełnią!
Przesiadam się na kolejny pociąg. Barwy za oknem poszarzały, ale z wiekiem dojrzewa się do zauważania piękna również w szarościach. Światło dość długo już zachodzącego słońca gdzieniegdzie podświetla od spodu kłębiące się chmury. O ile uda mu się przez nie czasami przedostać. No i lunęło! Mokre szyby przesłaniają widoki..
Tak więc kończę i wracam do książki. Pozdrowienia z Morza Zielonych Łąk!