24 maj 2016

Przeprowadzka świstaka


pobrane z tapeciarnia

Aktywność letnia świstaka rozpoczyna się na przełomie kwietnia i maja. Początek letniej aktywności wiąże się z poszukiwaniem nowych miejsc. Świstaki migrują na odległość do 3000 m. 

Jak świstak na wiosnę, tak i ja migruję w poszukiwaniu nowego miejsca. Moje nowe mieszkanie oddalone jest od obecnego o jakieś maks. 0,5 km, czyli odległość też się zgadza - do 3000 m :) 

Niech moc będzie ze mną! Bo mebli mam trochę, pralkę, stosy książek i zapewne sporo innych rzeczy, których istnienia błogo sobie nie uświadamiam. Ale mam też gromadkę chętnych do pomocy przyjaciół. Jupi!! Świetlne miecze mocy też im się przydadzą! 

Drużynę świastaka mam zamiar zaprosić na obiad dzękczynny.. wystawny, syty już w nowej świstakowej kryjówce :) Nie mogę się doczekąć!! [świst]



Emotikon smile

17 maj 2016

Przesiedlenie


Przesiedlam się. Chciałoby się powiedzieć "na swoje", ale nie na swoje niestety. Na razie na czyjeś, ale to "czyjeś" będzie w pewnym sensie przez jakiś czas moje. Nadeszła wiekopomna chwila.. i po raz pierwszy w życiu będę mieszkała sama. Nie wiem, czy zaprzyjaźnię się z tą lokatorską samotnością.. Podejrzewam, że roznieci we mnie zapał gościnności, którego nie zaznawałam mieszkając przez wiele lat pod jednych dachem z ludźmi różnej narodowości, płci, wieku i osobowości. 

Kiedyś przeprowadziłam małe kalkulacje i naliczyłam, że od czasu studiów mieszkałam z ponad 40 osobami! Niech mi nikt nie zarzuca braku gościnności, uprzejmie proszę.. Moja ekastrawertyczno-introwertyczna osobowość była całkowicie zaspokojona przyjaźniami, które miały miejsce w domu... Rozmowami w pokojach, wspólnym pichceniem w kuchni, sporami w kolejce do łazienki, ciszami na tarasie, hałasami w salonie, rozważaniami wieczorową porą przy lampce wina w jadalni, czy też wspólnym, "laptopowym" kinem domowym itd. itp. Do tego dochodziły imprezy, na których nie może Cię nie być, bo są w twoim domu oraz goście, których nie możesz nie zauważyć, przecież stoją u drzwi twego pokoju. Zawsze podziwiałam ludzi, którzy tak wspaniale umieją sobie wszystko zaplanować. Uwierzcie, w domu pełnym ludzi (rekord to 12 współlokatorek na raz!) trudno jest trzymać się sztywno wszystkich powziętych planów. A już szczególnie trudno, gdy cechuje nas skłonność do wiecznej spontaniczności. Może teraz, w mojej-niemojej kawalerce jakoś się w sobie zawezmę i nauczę się lepiej planować to moje singielskie życie :) 

Relacji ciąg dalszy nastąpi..


3 maj 2016

Powroty

Powracam. Nie tylko do pisania na blogu, ale dosłownie, w tym właśnie momencie powracam do domu na Wielkopolskę z domu na Podlasiu. Jadę tym razem przez Pojezierze Mazurskie pociągiem trzeszczącym w szwach od mnogości ludzi. Cieszę się z siedzącego miejsca (i to przy oknie!), w tych okolicznościach to istny luksus. Trasa dłuższa, z przesiadką w Olsztynie, ale niewygodę całkowicie rekompensują mi widoki za oknem.  

Rozanielam się i całkiem luzem puszczam wodze wyobraźni :) Przede mną rozległe, pofałdowane pola niczym bujane  wiatrem jaskrawozielone  morze. Fale pagórków wciąż na nowo wznoszą się i opadają, ukazując wtedy to młody lasek, to polną, piaszczystą drogę, a nawet jeziora, pięknie skrzące się w świetle zachodzącego słońca. Zielone morze wiernie towarzyszy mi w tej kolejowej podróży. Zaraz za błękitnookimi jeziorami najbardziej lubię wolnostojące domki, wyłaniające się czasami tu i tam. Domki z gospodarstwem lub tylko okolone drzewami, czasem całkiem samotnie nagie, jak zagubione dalekie okręty lub kutry rybackie odmalowane na jakieś wiejskie, "zdrowe"  kolory. Lubię wyobrażać sobie, że mieszkam w takim domu, tam musi być pięknie niezależnie od pogody i pory roku! O! Za oknem znowu jezioro,  dojeżdżamy do Olsztyna. 

Dzieciństwo nad wiejską rzeką wygrawerowało chyba na mojej duszy wieczną miłość do wody. Jednym z moich dziecięcych marzeń,  które do dziś pamiętam, było pójście do nieba.. Ale powód nie był aż tak znowu święty .. Babcia powiedziała mi kiedyś, że w niebie się już nie umiera. Upewniając się, że nie umiera się nawet przez utopienie, zaczęłam marzyć o moim pobycie w niebie. Miałam zamiar chodzić tam całymi dniami po dnie rzeki. Ukryta pod wodą, planowałam przemierzać podwodną krainę, przywitać się z rakami, rybami, zobaczyć ich kryjówki.. chodzić tak sobie (na stojąco!) jakbym była jedną z nich.. całkiem nie zważając na brak tlenu. Ot, takie plany na niebiańskie życie.. ;) Nadal wierzę, że się kiedyś spełnią! 

Przesiadam się na kolejny pociąg. Barwy za oknem poszarzały, ale z wiekiem dojrzewa się do zauważania piękna również w szarościach.  Światło dość długo już zachodzącego słońca gdzieniegdzie podświetla od spodu kłębiące się chmury. O ile uda mu się przez nie czasami przedostać. No i lunęło! Mokre szyby przesłaniają widoki..

Tak więc kończę i wracam do książki. Pozdrowienia z Morza Zielonych Łąk!