22 sty 2015

Moja Narnia



Na święta zawsze wracam do Narnii. W tym czasie Narnia jest biała, mroźna i cicha, wygłuszona grubym kocem śniegu. Teraz była jednak bardziej jesienna niż zimowa, deszczowa i wietrzna. Narnię znajdziecie we wschodniej Polsce. Tym razem nie przez starą szafę :) Nieopodal niej płynie rzeka o tej samej nazwie. Historia mojej podlaskiej Narnii sięga czasów średniowiecza. Pierwotnie była założoną przez mieszczan osadą portową, jednak już sto lat później uzyskała prawa miejskie. Przełom XVI i XVII w. był jej Złotym Wiekiem. Miejscowość pełniła wtedy rolę stacji postojowej przeznaczonej dla władców podróżujących pomiędzy Koroną a Litwą. Dzięki temu gościć mogła króla Zygmunta Augusta, królową Bonę wraz z królewnami, króla Stefana Batorego. Niestety w wyniku zarazy, głodu oraz wojen dawne miasto królewskie straciło swój splendor i wpływ stając się podrzędnym, zubożałym i mało znaczącym miasteczkiem.

Na szczęście splendor natury i krajobrazu pozostał do dziś. Można go bez przeszkód podziwiać, jak niegdyś czyniła to królowa Bona, której legendarny zamek stał podobno gdzieś w tej okolicy. Rozległe łąki, bajora i bagniska, rzeźbione czasem koryto rzeki, iglaste lasy, lawendowe wrzosowiska, długonogie bociany, coraz większej ilości dziki, łosie, majestatyczne żubry, a nade wszystko bobry, niczym dawni narnijscy flisacy... 
Od średniowiecza po dziś dzień oglądać można te zabytki fauny i flory.

Dziś moja Narnia to większa wieś gminna o mentalności małego miasteczka. Zachował się barokowy kościół, stary i zapomniany cmentarz żydowski oraz drewniane domy przy dawnej ulicy Rybackiej. Niewiele historii się zachowało w tych murach, zakątkach, przestrzeniach. Więcej w siwych głowach, których niestety jest wśród nas coraz mniej.

Dziadek i babcia pobrali się w czasie II Wojny Światowej. Naprzeciw ich niewielkiego, drewnianego domu wznosiły się straszliwe mury getta. Dziadek był silny i odważny. Zdarzało się, że zimą wywoził Żydów pod rosyjską granicę - tych którym udało się przedrzeć przez mury niewoli. Wiózł ich kuligiem przez lasy, drogami znanymi jedynie tutejszym, gdzie Niemca raczej się nie spotka. Nigdy go tam nie złapali.

Nie złapali go również, gdy uciekał z niemieckiego obozu na terenie Rosji. Razem z nim uciekło również dwóch Żydów z Narnii (albo okolic), koledzy. Szli pieszo, przebrani za rosyjskich robotników. Odzywał się tylko dziadek, znał dobrze język rosyjski, rozumiał trochę niemiecki. Gdy doszli do narnijskiej rzeki, musiał się uszczypnąć. To nie był sen.. na szczęście. Dziadek miał dobrą intuicję i Bóg nad nim czuwał. Niedługo po ich ucieczce Niemcy zlikwidowali obóz. Zlikwidowali wszystko i wszystkich. Ale tych trzech było już przy rzece..

Minęły lata, przeminęły pokolenia. Od dawna nie ma tu książąt litewskich, królowej Bony w tajemniczym zamku, Żydów w karczmach i na targach, nie ma żołnierzy.. Narnia nadal mówi "po swojemu", czyli tutejszą, kresową gwarą. Rzeka wysycha, gospodarstwa maleją, rodziny się zmniejszają, wszystko jakby się kurczy i wycisza. Jednak dawne historie drzemią gdzieś w tej przestrzeni.

Czy je dostrzegałam? Narnia to mój dom, dzieciństwo, rodzina. Tam dziadek zrywał papierówki z wysokich gałęzi jabłoni, a babcia w długie zimowe wieczory uczyła robić na drutach. Tam mama szyła córkom spódniczki podejrzane w zagranicznym katalogu mody, a w weekendy chodziła z nami nad rzekę. Tam znowu z siostrą biegałyśmy boso po łąkach wymyślając zabawy, które nigdy nie przyszłyby do głowy dzieciom "miastowym". Stara szkoła, wakacje nad rzeką, lato pachnące sianem, huśtawka w stodole zdobiona kolorowymi malwami, kamienne drogi, mały kościół ładnie nazwany „domem modlitwy”, przebiegłe podwórkowe koty i poczciwy pies, dojenie krów z babcią, świeże mleko na podwieczorek, kury i straszliwy kogut, piec kaflowy (koniecznie z pieczonymi ziemniakami), ukochane „historyjki biblijne” opowiadane codziennie przez bogobojną babcię.. dużo tych wspomnień, a to jedynie krótkie impresje z mojej własnej, narnijskiej historii.. Trudno uwierzyć, że prześwitują za nią inne, tak dalekie dzieje - dziadkowe, wojenne, polsko – żydowskie, szlacheckie (dziadek wywodził się z rodziny szlacheckiej), wielkomiejskie, królewskie..

„…Oczywiście, Córko Ewy - rzekł faun. - Im dalej wzwyż i im dalej w głąb, tym wszystko
staje się większe. Wnętrze jest zawsze większe od tego, co na zewnątrz…”

(Opowieści z Narnii, Ostatnia bitwa, C.S. Lewis)

  
z siostrą pod narnijskim kościołem prawosławnym