5 gru 2023

Elka copywriterka

Ech, trochę trwało to "niedługo". Ale wróciłam rzeczywiście na chwilkę. Nic nie obiecuję. 

Elka copywriterka dużo pisze w pracy i jak ma coś napisać w domu to zwyczajnie jej się już nie chce. Z tegoż to powodu słynie z wysyłania wiadomości głosowych zamiast tekstowych. Tak, moi znajomi musieli mnie taką zaakceptować. Najpierw się śmiali, potem się poddawali, a teraz sami się nagrywają. :)

Agencja reklamowa wyciskała mnie jak chory cytrynkę. Rok temu zmieniłam pracę, gdzie również piszę, ale już nie tak, jak na pasie handlowym. Może zatem warto czasami otworzyć wirtualne stronice tego pamiętnika? Bo Lawendowe Pola, zwane wcześniej Wielebna Pisze (od mojej dawnej ksywki), są właściwie zapiskiem przeszłych dni. Z uśmiechem, czasami z rozczuleniem, czytam je co jakiś czas.

Dziś siedzę w tym samym mieszkaniu co ostatnio. Nie na balkonie, ale w salonie, bo już zima trzaska mrozem za oknami. Jest początek grudnia. Nie dziwi więc mała choinka na stole, obok palą się świece i żółte lampki. Telewizor zmienił się kominek z niegasnącym ogniem (YouTube). Próbuję okłamać podświadomość, że naprawdę jest cieplej. Krasnal siedzący na szafce spogląda na mnie spod przydużej czapki, a w koło leżą włóczki, druty i szydełka. Okryta kocykiem piszę sobie, piszę... Lubię, kiedy jest przytulnie. 

Właściwie nie mam nic nadzwyczajnego do napisania. Żadnej misji pióra, tylko uwiecznić zwykłą chwilę przez chwilę. Przechwycę ją i zapamiętam na kolejne lata. 

Na balkonie tuja kołysze się trącana wiatrem. Jak miło słyszeć jego podmuchy, ale nie czuć ich na sobie. Za oknem już ciemno, ale w światle lamp widać białą, lekko przybrudzoną kołderkę śniegu. Kto by pomyślał, że tak szybko się pojawi! W takie globalne ocieplenie.

Jeszcze trochę, a już mnie tu nie będzie... Wielebna, Elka Singielka, tudzież Copywriterka przenosi się do własnej Bezpiecznej Przystani. Chyba nie będzie to ostateczny ląd, ale w końcu będzie miała coś własnego. Z kotem, czajnikiem, zamyślona z kwiatami. (K.I.Gałczyński). Kot oczywiście będzie się nazywał Salomon. 

Do zobaczenia.






30 sie 2022

Bo nie lubię smutnych zakończeń...

Dziś w pracy jakimś cudem przypomniałam sobie o moim stary, dobrym blogu. Witaj mój drogi, czy mogę znowu tu wpaść? Nie zostawię cię tak z tym ostatnim, smutnym tekstem z 2020 roku. Pięknym i smutnym do głębi. I to takiej głębi, jak ciemne morze na załączonym do niego zdjęciu. Co ciekawe, nawet nie pamiętałam, że coś takiego wyszło spod mojego pióra... a raczej klawiaturki. Trudne, ale bardzo prawdziwe w tamtym czasie. Cóż, sezony...

Minęły 2 lata. Nie pochłania mnie już ta otchłań smutku, samotności i wewnętrznej rozpaczy. Dzisiaj siedzę na balkonie, otoczona kwiatami, bluszczem, drzewkiem, tują i krzewem. Pewne rzeczy się po prostu nie zmieniają, pomimo sezonów i procesów wszelkich. :) Za drzwiami balkonowymi jest moje urocze mieszkanko. Nadal wynajmowane, ale chrzanić te moje-niemoje. Ja płacę, ja jestem na umowie, ja tu teraz mieszkam ze swym roślinnym dobytkiem. Na teraz moje i basta. :) 

Kuchnio-salon to biel, szarości, trochę czerni, przełamane bujną zielenią i kolorem miodowym (tudzież złoto-bursztynowym). Sypialnia jest skąpana w bieli z granatowymi zasłonami i poduszkami. Została łazienka i przedpokój, o których wystarczy powiedzieć, że również gustowne. Naprawdę dobrze mi tu. Dusza i ciało odpoczywa. Znowu mam moją Spokojną Przystań. Co prawda mocno podryfowała z Wielkopolski na północ. 

Dziś mamy chłodny wieczór ostatnich tygodni lata. Siedzę na balkonie i znowu tu piszę. Pomiędzy liśćmi roślin, za szklaną barierką balkonu połyskuje woda w porcie handlowym. Światło lamp pięknie się w niej odbija. Dzieli mnie od niej może 200 - 300 m. Czasami widzę przepływające statki.  Bardzo lubię ich sygnały dźwiękowe, niskie, niegłośne, przyjemne basy. Przypominają mi o tym, że mieszkam nad morzem i że to morze jest ciągle tuż obok.

Jest dobrze, nawet bardzo. Wróciłam do wdzięczności. Nawiązały się nowe przyjaźnie, chyba w końcu na nowo zapuściłam korzenie. Ale już nie chcę się przeprowadzać. Chyba że do Narnii lub do Poznania. Polubiłam Gdynię, a morze już nie kojarzy mi się z samotnością. Elka to nadal singielka, ale zdecydowała, że będzie szczęśliwa. Pomógł jej sen. Tak, sen. 

Wpadając ponownie do otchłani goryczy, jak Alicja do króliczej nory, pewnej nocy przyśniłam się sama sobie. Stałam na łące pełnej wysokich kwiatów i pomyślałam...

... A gdyby tak postanowić, że będę szczęśliwa? Czy można sobie tak postanowić? 

Wtedy w tym śnie zrozumiałam, że to zależy tylko ode mnie. I przyszła wolność połączona z wielką radością. Postanowiłam, że będę szczęśliwa. I już! Po prostu. Zwyczajnie. Pobiegłam w tej radości przed siebie przez tę łąkę, wesoła jak dawno nie byłam. 

Obudziłam się ze snu z tym pięknym uczuciem. I choć w łóżku, a nie pośród kwiatów, postanowiłam, że będę szczęśliwa. Stać mnie na szczęście. Bo ono wcale nie zależy od tego, co się ma, ale tego, kim się jest!

I tym moim przełomowym odkryciem zakończę dzisiejszy post. W postanowieniu trwam już długi czas. Staram się nie wchodzić na ścieżki samotności, bo one wszystkie prowadzą do nory Białego Królika i krainy czarów, ale takich, o których nie czyta się dzieciom na dobranoc. 

Czuję, że niedługo znowu wrócę na seledynowe pola. :)






18 lip 2020




Minęło kilka dziwnych lat. Mieszkam nad morzem. Kiedyś to musiało nastąpić, woda zawsze mnie przyciągała. Przyzwyczaiłam się już do tego bezmiernego, błękitnego horyzontu, do głośnych mew i morskich wczasowiczów w letnim sezonie. Ale nadal nie przyzwyczaiłam się do samotności. 

Jestem czterdziestoletnim drzewem, którego konary nadal jeszcze bujają w obłokach. Lecz korzenie mocno wrosły w bezpieczną przestrzeń, którą znalazły w Poznaniu. Nie zdawałam sobie sprawy jak mocno. Gdybym wiedziała, że będzie tak trudno osiedlić się w nowym miejscu, nie wiem, czy podjęłabym taką decyzję. Moje korzenie przyjaźni, braterstwa, przywiązania boleśnie poszarpane - goją się już kolejny rok. 

Samotność jest straszną chorobą. Ściska serce i zostawia bez chęci do życia. Jesteśmy stworzeni do relacji i miłości. Jak to powiedziała jedna z bohaterek Ani z Zielonego Wzgórza: "dobrze jest być komuś potrzebnym". Samotność zatrzymuje nas w czasie. A to bardzo niedobrze przez wiele lat pozostać w jednym miejscu, podczas gdy ludzie wokół przemierzyli już kolejne pory swojego życia. Patrzę na dawne dzieci, które mają dzieci. Czuję się stara a zarazem bardzo młoda. Jakbym zestarzała się w dziecięcym ubraniu. I tak w nim tkwiła, będąc powodem uśmiechów lub podejrzeń. 

Mój mąż i dzieci - wszyscy odeszli zanim się narodzili. Czy powrócą?

Wtedy zapytał mnie: Synu człowieczy, czy te kości ożyją? 
Odpowiedziałem: Wszechmocny PANIE, Ty wiesz.